piątek, 25 lipca 2008

plaża






























jarmark nie ma granic. tu nikt się nie rozbiera, ale każdy kupuje lub sprzedaje. karuzele, grillowanie ośmiornice, festiwal piwa. samego piachu jest niewiele, a przy okazji kamienisty. ale przecież nie oto chodzi. i tak nikt się nie opala. panie w pełni ubrane chowają się jeszcze za parasolkami. kostiumy koniecznie jednoczęściowe. woda dość zimna, kiedy przejść dalej i zobaczyć zbierające się przy betonowym molo śmieci odchodzi nawet ochota, by dołączyć. i jeszcze – wszyscy – dzieci i dorośli pływają w kółkach do pływania. niesamowicie pokracznie to wygląda. a zaraz obok wieżowce – powinno być widać w tle. słyszałam, że to całkiem fajne, ale dla mnie ten koszmarne – wysoka zabudowa od razu przy morzu. ja wiem, że pewnie mają ładne widoki, ale mnie ten pomysł i tak nie kupuje. a od razu obok betonowych bloków, biedne domy z dykty. myśleliśmy, że nikt tam chyba nie mieszka, dopóki nie zobaczyliśmy schnącego prania.

Brak komentarzy: