Po Legolandzie przyszedł czas na urocze Odense i muzeum Andersena, który zaskoczył mnie całkowicie.
Tu więc historia z rodzaju, pewnie cię to nie interesuje i nigdy ci się to nie przyda, więc ci opowiem. Zbyt wysoki jak na swoje czasy, z charakterystyczną ale zdecydowanie niewpisującą się w kanony piękna twarzą uwielbiał być fotografowany. Na wycieczki zagraniczne zabierał ze sobą sznur,
który miał pomóc mu uratować się z pożaru, którego Andersen obsesyjnie się obawiał.
Wracając do miasteczka, to kilka okien drzwi i miejsc, w których mogłabym kiedyś zamieszkać, ale pewnie tego nie zrobię.