niedziela, 29 sierpnia 2010

Nowości, nowości

Po kolei i w skrócie.

Po Legolandzie przyszedł czas na urocze Odense i muzeum Andersena, który zaskoczył mnie całkowicie.
Tu więc historia z rodzaju, pewnie cię to nie interesuje i nigdy ci się to nie przyda, więc ci opowiem. Zbyt wysoki jak na swoje czasy, z charakterystyczną ale zdecydowanie niewpisującą się w kanony piękna twarzą uwielbiał być fotografowany. Na wycieczki zagraniczne zabierał ze sobą sznur,
który miał pomóc mu uratować się z pożaru, którego Andersen obsesyjnie się obawiał.

Wracając do miasteczka, to kilka okien drzwi i miejsc, w których mogłabym kiedyś zamieszkać, ale pewnie tego nie zrobię.


piątek, 27 sierpnia 2010

Legoland i inne sposoby tracenia czasu

Dopiero sierpień a tu całkowicie jesiennie. Zimno, popaduje (jakie to okropne słowo) i wieje. Ola szczęśliwa w Legolandzie. Ja trochę mniej, raczej jakbym była rozczarowana. Chyba liczyłam na powtórkę intensywności odczuć z dzieciństwa i krótkiej wyprawy do Disneylandu. Nic takiego. Nawet jak maksymalnie trzęsie, wywija i obraca, to mnie nie cieszy tak jak kiedy widzę, że Ola się śmieje.

Świat w miniaturze nie zrobił na mnie najmniejszego wrażenia. Niby fajnie i niby z klocków, i może nawet mam poczucie, że na uwagę zasługuje fakt, iż ktoś spędził kilkaset godzin budując jakiegoś pirata, czy żyrafę, ale jakoś mnie nie wzrusza.

Ze zdań z nadzieją, że Internet przechowa: "Stopy miała tak bose, że aż chodziła na udach." - O. która opowiadała mi wymyśloną przez siebie bajkę.

wtorek, 24 sierpnia 2010

Podróż zacząć czas

Dzień pierwszy, w którym cztery razy widzę tęczę, co zarazem znaczy, że bez przerwy leje jak z cebra i przestaje w najmniej oczekiwanych momentach. A teraz pełnia, śpiąca rodzina i pseudo-optymistyczne kawałki na słuchawkach po gdzieś zupełnie nieprzystającym Żółtym szaliku. W jakimś opowiadaniu przeczytanym lata temu przewijał się motyw umierania ludzi, którzy oddychają w tym samym rytmie. Boję się zdjąć te słuchawki i dołączyć do ciszy pokoju. Jutro o. podbija Legoland a ja mam w planie pozwolić sobie świetnie się z nią bawić w okropnym parku rozrywki. A że lepiej już było, tak radosny rozkład dnia brzmi jakby coś musiało się nie udać.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

spakowana

nie wiem, ile waży mój bagaż, w każdym razie wygląda pokaźnie, bo jeżeli nie trzeba się mieścić do samolotu, to przecież wszystko można poupychać po rozlicznych torebeczkach na różności. Intuicyjnie przeczuwam istnienie zarówno rzeczy w bagażu, których prawie nie dotknę, jak i takich poza nim, o braku których będę myśleć prawie codziennie. Ale nie musi być idealnie. Jest dość dobrze. Okazałam się wystarczająco zdeterminowana, żeby się zapakować, więc dalej nie może być gorzej.

niedziela, 22 sierpnia 2010

Copenhagen

Czyli kontynuacja wywczasów, dla zbiorowego (choć trochę) informowania zainteresowanych (i nie) o niesamowicie licznych sukcesach i pojedynczych porażkach związanych z pozostawaniem w pewnej odległości od domu, gdziekolwiek by się on nie znajdował.