wtorek, 24 sierpnia 2010
Podróż zacząć czas
Dzień pierwszy, w którym cztery razy widzę tęczę, co zarazem znaczy, że bez przerwy leje jak z cebra i przestaje w najmniej oczekiwanych momentach. A teraz pełnia, śpiąca rodzina i pseudo-optymistyczne kawałki na słuchawkach po gdzieś zupełnie nieprzystającym Żółtym szaliku. W jakimś opowiadaniu przeczytanym lata temu przewijał się motyw umierania ludzi, którzy oddychają w tym samym rytmie. Boję się zdjąć te słuchawki i dołączyć do ciszy pokoju. Jutro o. podbija Legoland a ja mam w planie pozwolić sobie świetnie się z nią bawić w okropnym parku rozrywki. A że lepiej już było, tak radosny rozkład dnia brzmi jakby coś musiało się nie udać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz