piątek, 27 sierpnia 2010

Legoland i inne sposoby tracenia czasu

Dopiero sierpień a tu całkowicie jesiennie. Zimno, popaduje (jakie to okropne słowo) i wieje. Ola szczęśliwa w Legolandzie. Ja trochę mniej, raczej jakbym była rozczarowana. Chyba liczyłam na powtórkę intensywności odczuć z dzieciństwa i krótkiej wyprawy do Disneylandu. Nic takiego. Nawet jak maksymalnie trzęsie, wywija i obraca, to mnie nie cieszy tak jak kiedy widzę, że Ola się śmieje.

Świat w miniaturze nie zrobił na mnie najmniejszego wrażenia. Niby fajnie i niby z klocków, i może nawet mam poczucie, że na uwagę zasługuje fakt, iż ktoś spędził kilkaset godzin budując jakiegoś pirata, czy żyrafę, ale jakoś mnie nie wzrusza.

Ze zdań z nadzieją, że Internet przechowa: "Stopy miała tak bose, że aż chodziła na udach." - O. która opowiadała mi wymyśloną przez siebie bajkę.

Brak komentarzy: